TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Kluczowe wydarzenie

Początek bitwy pod Kortrijk

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front zachodni
Data:
14 października 1918
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Bitwa pod Kortrijk
Tagi:
Belgia, Wielka Brytania, Francja, Albert I

14 października 1918 roku o 5.35 rano Grupa Armii Flandria króla Belgów Alberta I ruszyła do drugiego wielkiego natarcia we Flandrii, na całym froncie od rzeki Leie pod Comines po Diksmuide. Armia belgijska, brytyjska 2 Armia i dwa korpusy francuskie uderzyły na pozycję Flandria II, ostatnią przygotowaną linię niemieckiej 4 Armii na zachód od Leie. Do wieczora przełamały ją na prawie całej długości, posunęły się miejscami o kilka kilometrów i wzięły ponad 6 tysięcy jeńców. Francuzi otoczyli i według brytyjskiej chronologii wojny odbili Roeselare, a Belgowie doszli do Izegem i zdobyli Kortemark. Brytyjczycy nazwali tę operację bitwą pod Courtrai, od francuskiej nazwy miasta Kortrijk, do którego doszli kilka dni później. Francuzi mówią o bitwie pod Roulers, czyli pod Roeselare.

Dwa tygodnie przerwy

Pierwsze natarcie Grupy Armii, piąta bitwa pod Ypres, w dwa dni odbiło wszystkie wzgórza wokół Ypres, ale potem ugrzęzło w błocie dawnego pobojowiska. 2 października generał Herbert Plumer wstrzymał natarcie brytyjskiej 2 Armii. Francuskie i belgijskie dywizje próbowały iść naprzód jeszcze przez kilka dni, ale bez większych zdobyczy. Brytyjska chronologia wojny zamyka ich bitwę o grzbiety Flandrii (fr. Bataille des Crêtes de Flandre) 10 października. Tymczasem sprzymierzeni naprawiali drogi przez pas lejów, porządkowali zaopatrzenie, które w pierwszych dniach się załamało, i podciągali ciężką artylerię. Do Flandrii przybył też świeży francuski XXXIV Korpus, a w drodze był XXX Korpus. Marszałek Ferdinand Foch naciskał, by ruszyć najpóźniej 10 października, ale król Albert wolał zaczekać na nowe dywizje i wyznaczył natarcie na 14 października.

Przez te dni Brytyjczycy robili wszystko, by Niemcy co dzień spodziewali się ataku: ostrzeliwali ich linie, cięli zasieki, wysyłali patrole i pozorowali natarcia. Skutek był taki, że niemiecka artyleria co rano przed świtem strzelała na przedpole. Według planu Grupy Armii, podpisywanego jak zwykle przez francuskiego szefa sztabu, generała Jeana Degoutte’a, główne uderzenie miały wyprowadzić dwa korpusy francuskie w środku frontu, na płaskowyż Roeselare–Hooglede i dalej na Tielt i Gandawę. Belgowie mieli iść po obu ich stronach, a brytyjska 2 Armia osłaniać prawe skrzydło, wychodząc nad Leie. Brytyjski wywiad meldował tego ranka, że Niemcy wywożą już sprzęt z wybrzeża Belgii i z Lille i najpewniej szykują się do odwrotu nad Skaldę.

Natarcie we mgle

Natarcie ruszyło bez przygotowania artyleryjskiego. Wał ogniowy spadł przed linią piechoty trzy minuty przed godziną zero i o 5.35 ruszył naprzód. Kłopotem było zgranie go na styku Brytyjczyków i Belgów: brytyjski posuwał się o sto jardów co dwie minuty, belgijski o sto metrów co trzy. Postanowiono, że każda armia pójdzie swoim tempem, a łączność między nimi utrzyma specjalny oddział piechoty i karabinów maszynowych ze szkockiej 9 Dywizji, który dostosuje się do Belgów. Jak zauważa brytyjska historia oficjalna, najlepiej poszło właśnie na tym styku. Zaskoczenia nie było. Niemcy usłyszeli zbierające się wojska i o 4.15 otworzyli silniejszy niż zwykle ogień, ale ponieważ Brytyjczycy znali miejsca, na które spadał w poprzednie poranki, wyrządził niewiele szkód.

Dzień był pogodny i zimny, ale nad ziemią leżała mgła, zgęstniała jeszcze od dymu pocisków i zasłony dymnej, którą Brytyjczycy zakryli Wervik, by oślepić stamtąd ogień w bok natarcia. Na początku widać było na kilka metrów. Niemieckie gniazda karabinów maszynowych i betonowe schrony broniły się słabiej niż ufortyfikowane zagrody, których za liniami okopów było wiele. Brytyjska historia oficjalna pisze, że w pierwszej fazie walki Niemcy byli bardziej skłonni się poddawać niż walczyć i czekali na niewolę w pełnym oporządzeniu, z całym swoim dobytkiem.

Brytyjczycy pod Menen i Ledegem

Na prawym skrzydle X Korpusu 30 Dywizja już o 7.30 była u celu, a jej patrole weszły do Wervik, gdzie znalazły tylko strzelców wyborowych i karabiny maszynowe. 34 Dywizja zdobyła wieś Gheluwe, ale jej 102 Brygada została o 10.30 kontratakiem zepchnięta na chwilę z powrotem, a zagrody uzbrojone w działa polowe i moździerze, zwłaszcza zagroda nazywana przez Brytyjczyków Rumuńską, broniły się tak długo, że cel zdobyto dopiero o 18. W XIX Korpusie 41 i 35 Dywizja posunęły się o kilka kilometrów i zajęły niskie wzgórza nad Menen i Wevelgem. 35 Dywizja, której cel leżał aż siedem–osiem tysięcy jardów od linii wyjściowej, znaczyła kierunek natarcia pociskami termitowymi wystrzeliwanymi co minutę i po drodze zebrała trzydzieści niemieckich dział. Przed Gullegem, otoczonym trzema pasami drutu, zatrzymał ją jednak celny ogień, a płonący skład amunicji zagrodził jej drogę. Plumer chciał, by wieś zdobyto jeszcze tej nocy, ale natarcie odłożono do rana.

W II Korpusie ulsterska 36 Dywizja przełamała pozycję Flandria II i zdobyła Moorsele, ale około południa jej czołowy batalion zatrzymał się półtora kilometra przed Gullegem. 88 Brygada generała Bernarda Freyberga i 86 Brygada z 29 Dywizji przeszły tor kolejowy Menen–Roeselare i oczyściły Ledegem, które 1 października Szkoci zdobyli i musieli oddać. Szkocka 9 Dywizja przeszła strumień Wulfdambeek po ośmiu przenośnych mostkach i wkrótce po południu jej czołowy batalion, nowofundlandzki, stał pod zagrodą De Beurt. Pod Ledegem pluton tego batalionu wpadł pod ogień niemieckiej baterii strzelającej z bliska. Siedemnastoletni szeregowiec Thomas Ricketts z dowódcą sekcji podszedł z lekkim karabinem maszynowym na jej skrzydło, a gdy skończyła się amunicja, wrócił po nią pod ogniem i nie pozwolił Niemcom wycofać dział. Pluton zdobył cztery działa polowe, cztery karabiny maszynowe i wziął jeńców. Ricketts otrzymał za to Krzyż Wiktorii jako najmłodszy żołnierz armii lądowej odznaczony nim za udział w walce. Według raportu marszałka Douglasa Haiga II Korpus po ciężkich walkach wdarł się na pięć do sześciu kilometrów w głąb.

Belgowie i Francuzi pod Roeselare

Na północ od Brytyjczyków południowe zgrupowanie armii belgijskiej poszło równie szybko. Relacja belgijskiej sekcji historycznej, streszczona w brytyjskiej historii oficjalnej, przypisuje to dobrym wałom ogniowym i szybkiemu marszowi piechoty, który zmuszał niemieckie baterie do przerywania ognia i odwrotu. Belgijska 3 Dywizja, idąca obok Szkotów, doszła do Bavikhove, niedaleko Harelbeke, a według Haiga Belgowie dotarli do Izegem. Dalej na północ belgijskie dywizje północnego zgrupowania zdobyły Kortemark.

W środku frontu francuski VII Korpus generała Masseneta wziął Roeselare. Miasto, w którym Niemcy w październiku 1914 roku po walkach z Francuzami zamordowali dziesiątki mieszkańców, przez cztery lata leżało tuż za frontem i bardzo ucierpiało od ostrzału sprzymierzonych. Brytyjska chronologia wojny i miejscowe źródła podają 14 października jako dzień jego wyzwolenia. Raport Haiga mówi tego dnia tylko o otoczeniu miasta przez Francuzów, a część opracowań przyjmuje, że oczyszczono je ostatecznie nazajutrz. W Roeselare pamięta się zwłaszcza o francuskim 152 Pułku Piechoty, który nosi na sztandarze nazwę „Roulers 1918”. Poza tym Francuzi posuwali się wolniej niż ich sąsiedzi. Francuska historia oficjalna przyznaje, że niektóre dywizje robiły „słabe postępy”, i tłumaczy to wielką liczbą karabinów maszynowych i ośrodków oporu w niemieckiej pierwszej linii.

Wieczór

Do wieczora sprzymierzeni wzięli ponad 6 tysięcy jeńców, z czego Brytyjczycy około dwóch tysięcy, „i wciąż przychodzą kolejni”, jak meldowano w brytyjskiej kwaterze. Po południu patrole 14 Dywizji, sprawdzając, czy Niemcy opuścili Comines, przeszły po rzuconym moście za Leie i uchwyciły na drugim brzegu mały przyczółek, ale ciężki ostrzał zmusił je do odwrotu. Na noc Plumer zostawił korpusom swobodę: następnego dnia miały patrolować nad Leie, a II Korpus razem z Belgami nacierać o 9 rano dalej, do linii kolei Kortrijk–Roeselare.

Po stronie niemieckiej przełamanie we Flandrii przesądziło sprawę Lille. Odwrót niemieckiej 6 Armii spod miasta zatwierdzono już 12 października, ale dopiero w południe 14 października, wobec zagrożenia jej prawego skrzydła, wydano rozkaz, by ruszyła następnego ranka. Tego samego dnia prezydent Woodrow Wilson wysłał Niemcom drugą notę, w której zapowiedział, że warunki rozejmu ustalą dowódcy wojsk sprzymierzonych. Dzień później niemieckie naczelne dowództwo uznało, że nie ma już sensu bronić wybrzeża Flandrii, i w ciągu kilku dni Belgowie odzyskali Ostendę, Brugię i Zeebrugge.