TheGreatWar.pl
← Oś czasu

Początek ósmej bitwy nad Isonzo

Kategoria:
Działania zbrojne
Front:
Front włoski
Data:
9 października 1916
Autor:
Łukasz Skowroń
Bitwa:
Ósma bitwa nad Isonzo
Tagi:
Włochy, Austro-Węgry, Luigi Cadorna, wojna pozycyjna

9 października 1916 roku o 6.30 rano cały austro-węgierski front na płaskowyżu Kras, od doliny Wipawy po morze, znalazł się pod huraganowym ogniem włoskich dział i moździerzy okopowych. Po południu silne oddziały włoskiej piechoty w wielu miejscach próbowały podejść pod okopy, ale przerzedzone załogi wszędzie je odparły. Dowództwo austro-węgierskiej 5 Armii w Postojnej uznało, że zaczęła się ósma bitwa nad Soczą. Tak datuje jej początek austriacka historia oficjalna, a za nią brytyjska chronologia wojny. Włoskie i anglojęzyczne opracowania liczą bitwę dopiero od 10 października, bo wtedy po południu ruszył właściwy szturm. Generał Luigi Cadorna pisał, że 9 października i rano następnego dnia jego artyleria wciąż przygotowywała natarcie.

Był to dalszy ciąg siódmej bitwy, przerwanej 17 września po zdobyciu zaledwie kilku okopów. Cadorna od razu kazał szykować następne uderzenie i nie zmienił celów: włoska 3 Armia księcia Aosty Emanuela Filiberta miała przebić się grzbietem na północnym skraju Krasu ku wzgórzom Fajti hrib i Trstelj, skąd otwierała się droga do Triestu. Tym razem do natarcia miał dołączyć także VIII Korpus 2 Armii na wschód od Gorycji. Według austriackiej historii oficjalnej Włosi przygotowali 221 batalionów, a na czterokilometrowym odcinku głównego uderzenia XI Korpusu stłoczyli 66 batalionów. Generał Svetozar Boroević miał naprzeciw nich około stu batalionów i znacznie mniej dział.

Tym razem Włosi zupełnie zrezygnowali z zaskoczenia. Ich artyleria wstrzeliwała się od 30 września, od 3 października biła coraz mocniej, a 5 października bitwa artyleryjska trwała już w pełni. Dniem i nocą ciężkie pociski i miny rozbijały austriackie okopy, drogi dojścia i wsie daleko za frontem. Pozycje na Krasie były po wrześniowej bitwie w opłakanym stanie: między Nova Vas a Wipawą żołnierze leżeli za workami z piaskiem i murkami z kamieni, bez schronów i ciągłych zasieków. Pułkownik Brosch, wysłany przez austriackie naczelne dowództwo na front, pisał 7 października, że obrońcy „osłaniają linie naprawdę tylko własnymi ciałami”. W pierwszych pięciu dniach października obrońcy Krasu stracili 700 zabitych i 3 tysiące rannych, choć włoska piechota jeszcze nie ruszyła.

6 października deszcz i mgła zmusiły Włochów do odłożenia szturmu, ale 7 października ogień wrócił z nową siłą. Próbne ataki na wzgórze 208 tego dnia i na ruiny Nova Vas 8 października pokazały im, że obrona jeszcze nie jest złamana. Dlatego 9 października artyleria biła przez cały dzień, a piechota tylko sprawdzała, czy przeciwnik wciąż się trzyma. Austriacy w tym czasie na próżno czekali na posiłki. Na przełomie września i października trzy brygady górskie odeszły znad Soczy do walk z Rumunami w Siedmiogrodzie, a 10 Dywizja Piechoty, która miała je zastąpić, dopiero nadjeżdżała z Tyrolu. W odwodzie armii zostało tylko dziewięć batalionów.

10 października po południu włoska piechota ruszyła do wielkiego szturmu na całym froncie od wzgórz pod Gorycją po morze. W ciągu trzech dni walk zdobyła ruiny Nova Vas i zepchnęła Austriaków o niespełna półtora kilometra, ale frontu nie przełamała.