Początek jedenastej bitwy nad Isonzo
- Kategoria:
- Działania zbrojne
- Front:
- Front włoski
- Data:
- 17 sierpnia 1917
- Autor:
- Łukasz Skowroń
- Bitwa:
- Jedenasta bitwa nad Isonzo
- Tagi:
- Włochy, Austro-Węgry, Luigi Cadorna, wojna pozycyjna
17 sierpnia 1917 roku na wielu odcinkach frontu nad Soczą włoskie baterie prowadziły ogień wstrzeliwujący tak gęsty, że jak pisał później generał Luigi Cadorna, niewiele różnił się już od nawały. Austriacy od kilku dni nie mieli wątpliwości, co się zbliża. Włoska historia oficjalna od tego dnia liczy jedenastą bitwę nad Isonzo, największą ofensywę, jaką armia włoska przeprowadziła w tej wojnie. Pełny ostrzał od Tolmina po Adriatyk ruszył o świcie 18 sierpnia, a piechota zaatakowała rano 19 sierpnia. Cadorna rzucił do bitwy 51 dywizji, trzy czwarte swojej piechoty, i według austriackiej historii oficjalnej około 5200 dział i moździerzy okopowych. Austro-węgierska Armia Isonzo miała w czasie bitwy według tego samego źródła około 1900 dział i 300 moździerzy.
Druga próba w tym roku
Od końca dziesiątej bitwy na początku czerwca minęły zaledwie dwa i pół miesiąca. Majowa ofensywa dała Włochom grzbiet Kuku i Vodice nad Plavą, ale kosztowała ich około 160 tysięcy ludzi, a austro-węgierski kontratak odebrał im większość zdobyczy na płaskowyżu Kras. W czerwcu Włosi zaatakowali jeszcze w Trydencie, w bitwie o Monte Ortigara, ale Austriacy słusznie uważali, że głównym celem Cadorny pozostaje Socza i droga do Triestu.
Cadorna znów liczył na sojuszników. W lipcu prosił Francuzów i Brytyjczyków o co najmniej sto ciężkich dział i pisał do generała Ferdinanda Focha, że przez braki amunicji nie zaatakuje przed końcem sierpnia. Podczas konferencji paryskiej pod koniec lipca zażądał na wspólną, rozstrzygającą ofensywę przeciw Austro-Węgrom dziesięciu dywizji i 400 dział. Brytyjczycy i Francuzi obiecali pomoc, ale dopiero na wiosnę 1918 roku. Na razie Włosi musieli zaatakować sami. Przez lato wystawili sześć nowych dywizji i wiele baterii ciężkiej artylerii, a według Treccani zgromadzili na froncie julijskim ponad 600 z 887 batalionów swojej armii.
Plan Cadorny i Capella
Tym razem Cadorna chciał uderzyć jednocześnie na całym froncie od okolic Tolmina po morze, tak by obrońcy, dwukrotnie słabsi liczebnie, nie mogli przerzucać odwodów z jednego odcinka na drugi. Nie wydał szczegółowych pisemnych rozkazów, tylko ogólne wytyczne. 3 Armia księcia Aosty Emanuela Filiberta miała znów nacierać na Krasie, w stronę Komnu i Hermady. Główną rolę dostała jednak 2 Armia generała Luigiego Capella, zdobywcy Gorycji z szóstej bitwy. Miała przeprawić się przez Soczę powyżej Plavy i opanować płaskowyż Bainsizza (po słoweńsku Banjška planota), kamienisty, bezwodny i prawie bezdrożny teren między Soczą, doliną Čepovanu a Monte Santo, a potem wyjść na płaskowyż Trnovo na tyłach austriackiej obrony pod Gorycją.
Capello poszedł dalej. Za swój „główny cel” uznał przyczółek austriacki pod Tolminem, który chciał zdobyć, skręcając z płaskowyżu na północ. Natarcie miał prowadzić XXVII, XXIV i II Korpus, „z siłą rosnącą z południa na północ”. Przeprawa przez głęboko wciętą w skały Soczę była najtrudniejszą częścią planu. Na odcinku około 12 kilometrów między Anhovem a Doblarem saperzy przygotowali materiał na czternaście mostów i kładek, zbudowali nowe drogi z grzbietu Kolovratu w dół do rzeki i sprowadzili wozy na gumowych kołach, by przewieźć go po cichu. Dowódca XXIV Korpusu generał Enrico Caviglia przez ponad tydzień badał austriackie umocnienia, a pomagał mu czeski dezerter z pozycji pod Kanalem, który podawał się za kapitana.
Austriacy czekają
Armia Isonzo generała Svetozara Boroevicia liczyła na początku lipca tylko o jedną dywizję więcej niż przed bitwą majową. Rosyjska ofensywa w Galicji nie pozwalała przerzucić wojsk ze wschodu, więc dowództwo frontu południowo-zachodniego ściągało pojedyncze bataliony i baterie z Tyrolu i Karyntii. Boroević spodziewał się głównego uderzenia na Krasie i na drodze do Triestu. Na płaskowyżu Bainsizza, który do maja uchodził za spokojny, linia obrony była słaba i wciąż budowana pod okiem Włochów, którzy z grzbietu Kuku i ze wzgórza 652 widzieli każdy ruch. Nad samą Soczą na północ od Kanalu sześciu kilometrów brzegu pilnowały tylko dwa węgierskie bataliony pospolitego ruszenia, a dalej na południe rozciągnięta 21 Dywizja Strzelców.
Włoskiego szturmu oczekiwano już pod koniec lipca. Gdy nie nastąpił, 7 sierpnia arcyksiążę Eugeniusz, dowódca frontu południowo-zachodniego, uznał, że bitwa jest blisko, i kazał trzymać w gotowości kolejne bataliony z Tyrolu. Od 14 sierpnia włoska artyleria gwałtownie przybrała na sile. Baterie dalekonośne, kierowane przez lotników, ostrzeliwały miejsca postoju odwodów, drogi dojazdowe i kwatery sztabów. Pod Tolminem wyleciał w powietrze wielki skład amunicji, a dowództwa XV i XXIV Korpusu musiały przenieść się dalej na tyły. W połowie sierpnia z dnia na dzień rosła liczba włoskich dezerterów. Całe grupy przechodziły na drugą stronę z okrzykiem „Do Mauthausen!”, bo w Mauthausen był obóz dla włoskich jeńców. Austriacy uznali to za znak, że duch w części wojsk włoskich osłabł. Z zeznań jeńców i z zachowania włoskiej artylerii wynikało niemal na pewno, że szturm zacznie się 18 sierpnia.
W tych dniach na skrajnej północy frontu rozegrał się epizod, który austriacka historia oficjalna opisuje z podziwem. Załoga szczytu Krn od tygodni podejrzewała, że Włosi drążą pod nią sztolnię. Porucznik saperów rezerwy Gjuro Hoffmann z trzydziestoma ludźmi zaczął kuć w skale chodnik naprzeciw i w połowie sierpnia trafił na gotową już do odpalenia włoską minę. Rozbroił ją tuż przed wybuchem i przepędził zdumionych włoskich górników. Według Austriaków Włosi zrezygnowali wtedy ze szturmu na Krn, który miał być wstępem do bitwy. Hoffmann dostał za to Krzyż Rycerski Orderu Marii Teresy.
Nawała
18 sierpnia o świcie nad Soczą, od Krnu po morze, odezwało się kilka tysięcy dział. Według Cadorny pod ostrzałem waliły się przedpiersia austriackich okopów, znikały zasieki, a obrońcy chronili się coraz głębiej w kawernach. Wieczorem 18 sierpnia płonęły Tolmin, wsie na płaskowyżu i lasy na Trnovie i na zboczach Hermady. W nocy na 19 sierpnia saperzy 2 Armii zaczęli budować mosty przez Soczę, a przed świtem pierwsi bersalierzy byli już na drugim brzegu. Udało się jednak zbudować tylko mniej więcej połowę planowanych przepraw, a 19 sierpnia rano piechota ruszyła do szturmu od Tolmina po Adriatyk. Zaczynał się miesiąc najcięższych walk na froncie włoskim, które przyniosły Włochom płaskowyż Bainsizza i Monte Santo, ale nie przełom, na który liczyli.